Cały wtorek spędziłam z Mamą. Był to nasz babski dzień. Najpierw wybrałyśmy się na zakupy, gdzie zaszalałyśmy do godziny 16. Gdy wróciłyśmy do domu wspólnie ugotowałyśmy obiad. Następnie odpoczywałyśmy na tarasie aż do wieczora. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że Kamil w ogóle się do mnie nie odezwał od czasu ogniska. Myśląc o tym, położyłam się spać nieco niezadowolona.
Następnego poranka obudził mnie telefon. Adam? Cóż on ode mnie chciał?
- Co tam śpiochu? - zapytał rozbawiony.
- Co jest? Obudziłeś mnie - powiedziałam zaspana.
- Bądź gotowa na 12, idziemy się opalać na plażę. Ja, ty, Przemek, Wiki z chłopakiem - zaczął mi tłumaczyć - nie słyszę odmowy, wpadniemy po ciebie.
- Skoro tak nalegasz - zaczęłam się śmiać - do zobaczenia.
Gdy się rozłączyłam, spojrzałam na zegarek. Dochodziła już 10. Szybko wstałam i udałam się pod prysznic, który zajął mi trochę czasu. Od razu ubrałam się na plażę - zwiewną bluzeczkę, krótkie spodenki i moje ulubione czarne, bandażowe bikini. Następnie zeszłam na dół, aby coś zjeść. Gdy kończyłam posiłek zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam moich przyjaciół. Wzięłam torbę i wyszłam z domu.
W drodze dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Poznałam chłopaka Wiktorii, który wydawał się naprawdę spoko. W pewnym momencie podszedł do mnie Adam.
- I co? - zapytał.
- Nie odzywa sięaa od ogniska - wzruszyłam ramionami - A ty? Masz z nim kontakt?
- Ta, wczoraj chwilę z nim gadałem. Dosłownie kilka minut, bo gdzieś się spieszył - stwierdził Adam.
Po kilku minutach doszliśmy na plażę. Zajęliśmy fajne miejsce, zrzuciliśmy z siebie ubrania i od razu wskoczyliśmy do morza. Woda była cudowna! Wszyscy dobrze się bawiliśmy, chlapaliśmy nawzajem wodą i pływaliśmy. W końcu wszyscy wyszliśmy na brzeg, aby poleżeć i nieco się opalić. Nagle usłyszałam Kamila mówiącego "siema". Myślałam, że mam zwidy, ale podniosłam głowę i to był on. Przywitał się z każdym chłopakiem, przybijając "piątki".
- Co tu robisz? - zapytał ucieszony Przemek.
- Przechodziłem i was zauważyłem - stwierdził Kamil.
- Dobra, chodźcie, przejdziemy się gdzieś, jestem głodny - zaczął marudzić Adam.
- Ja zostaję - zaprotestowałam.
- Zostań, spali cię to słońce - zaśmiał się Przemek.
Wszyscy znajomi wstali i poszli wgłąb plaży. Zostałam tylko ja i Kamil, który usiadł obok mnie i zdjął koszulkę.
- Cześć - powiedział i pogładził mnie po plecach.
- Cześć - odpowiedziałam.
Kamil położył się, tak, że byliśmy blisko siebie.
- Co jest? - zapytał.
- Nic - odpowiedziałam - Nie lubię jak ktoś nie dotrzymuje obietnic.
- Wiem, przepraszam - powiedział - Przez ostatnie dni miałem dużo do załatwienia.
- Nie no, spoko - odparłam - Nikt nie każe Ci ze mną rozmawiać.
- Wiem, ale ja chcę. Nawet nie wiesz jak bardzo - lekko się uśmiechnął.
- Masz racje, nie wiem - zaśmiałam się ironicznie.
- Ej no, usiądź i popatrz na mnie - powiedział.
Kamil usiadł. Zrobiłam to samo i skrzyżowałam nogi.
- Naprawdę przepraszam. Wytłumaczę ci to kiedyś - powiedział patrząc mi w oczy, kładąc dłonie na moich kolanach.
- Dobra, pierwszy i ostatni raz - lekko się uśmiechnęłam.
- A więc czekałaś aż się odezwę - Kamil poruszył zabawnie brwiami.
- Wcale nie - pokręciłam przecząco głową.
Kamil zaśmiał się i przybliżył się do mnie. Wplótł dłoń w moje włosy i mnie pocałował. W końcu to się stało! Gdy pocałunek się skończył, uśmiechnęłam się i zagryzłam wargę.
- To tak na powitanie, a ten na przeprosiny - powiedział, a po chwili ponowił pocałunek.
- Grzeczny chłopiec - zaśmiałam się i rozczochrałam jego włosy.
Obydwoje się położyliśmy, a ja oparłam głowę ręką.
- Z każdą koleżanką się tak witasz? - zapytałam zaciekawiona.
- Tak, czekam, aż przyjdzie Wiktoria, bo się z nią nie przywitałem - odpowiedział niby poważnie.
- Pozdro - zaśmiałam się i położyłam się na brzuchu - Wiesz, byłoby miło, gdybyś w ramach przeprosin wysmarował mi plecy.
- Nie ma sprawy - powiedział.
Kamil usiadł, wziął do rąk olejek i zaczął wmasowywać go w moje plecy. Gdy skończył wziął się na nogi.
- Dobra, wystarczy, bo będzie, że mnie obmacujesz - uśmiechnęłam się.
- Oj nie pogardziłbym - pokiwał twierdząco głową - Dobra, idę popływać, zaraz wrócę.
W czasie, gdy Kamil poszedł, reszta znajomych wróciła z powrotem. Chłopaki pobiegli za Kamilem do wody, a Wiktoria położyła się obok mnie. Zaczęłyśmy rozmawiać o chłopakach. Przyjaciółka była bardzo zadowolona, że znalazła kogoś takiego jak Tomek. A ja... Ja nie wiedziałam w jaki sposób mam wypowiadać się o Kamilu, bo po prostu nie wiedziałam co między nami jest.
Po chwili chłopaki wyszli z wody i usiedli na ręcznikach obok nas.
- Olka, ja muszę zaraz spadać - powiedział Kamil, kładąc się koło mnie.
- Skoro musisz - westchnęłam.
- Ale mnie odprowadzisz kawałek?- uśmiechnął się.
- Zobaczę - wzruszyłam ramionami z uśmiechem na twarzy.
Po kilku minutach Kamil wstał, pożegnał się i podał mi rękę. Wstałam, chwyciłam go pod ramię i ruszyliśmy wzdłuż plaży.
- Co robisz wieczorem? - zapytał Kamil, gdy dochodziliśmy do końca plaży.
- Nie mam żadnych planów - stwierdziłam.
- Spotkamy się? Chciałbym pogadać - powiedział, zatrzymał się i stanął przede mną.
- Nie ma sprawy. Możesz do mnie wpaść jak chcesz - uśmiechnęłam się.
- Wolałbym w parku, czy coś - powiedział.
- Dobra, pisz do mnie co i jak - uśmiechnęłam się - Pa.
Kamil przytulił mnie i pocałował w kącik ust.
- Do zobaczenia - powiedział.
środa, 7 sierpnia 2013
wtorek, 6 sierpnia 2013
Rozdział piąty
Rano obudziłam się przed godziną 10. Usiadłam na łóżku, uśmiechając się na wspomnienie o wczorajszej nocy. Na łóżku zauważyłam bluzę Kamila, którą mi wczoraj pożyczył. Wzięłam ją i do siebie przytuliłam. Ależ on pachniał! Z rozmyślania szybko wyrwała mnie mama.
- Dzień dobry! - powitała mnie wchodząc do pokoju - Jak było?
- Cudownie, dawno się tak dobrze nie bawiłam - uśmiechnęłam się.
- Kupiłaś sobie nową bluzę? - zaśmiała się mama - Nie za duża?
- To nie moja, tylko kolegi. Pożyczył mi, było zimno - wzruszyłam ramionami uśmiechając się.
- Aha, kolegi... Rozumiem - uśmiechnęła się mama - Skarbie, idź proszę na zakupy. Listę masz na stole w kuchni, ja jadę do babci.
- Dobra, pójdę zaraz - powiedziałam do mamy.
Kiedy wyszła, ja również wstałam z łóżka. Szybko odświeżyłam się w łazience, a następnie się ubrałam. Założyłam oczywiście dresy i koszulkę - tak przecież najwygodniej! Włosy związałam w niedbałą kitkę. Zeszłam na dół. Dom był pusty i cichy, nie lubię tego. Szybko wzięłam listę zakupów i torbę, wychodząc z domu.
W drodze do sklepu przechodziłam przez park. Na jednej z ławek zauważyłam Adama i Przemka, którzy do mnie machali. Widocznie musieli mnie wcześniej zauważyć. Podeszłam do nich.
- Chłopaki, już na nogach? - uśmiechnęłam się na powitanie.
- Jesteśmy rannymi ptaszkami - zaśmiał się Przemek.
- Jak tam po ognisku, o której się skończyło? - zapytałam.
- Jakoś około 3. Jakbyś została do końca to byś wiedziała. Ale ty wolałaś pójść do domu z twoim Romeo - powiedział rozbawiony Adam.
- Bardzo śmieszne - pokręciłam głową z uśmiechem na twarzy - Dobra chłopaki, lecę za zakupy.
- Czeekaj, idziemy z tobą - powiedział Przemek.
- No dobra, więc chodźcie - stwierdziłam.
Idąc, dużo rozmawialiśmy o wczorajszym ognisku. Chłopaki potrafili obgadać każdą dziewczynę, każdą parę... Czułam się jakbym szła z dwoma dziewczynami! W końcu doszliśmy do sklepu.
Wzięłam koszyk i zaczęłam pakować do niego potrzebne produkty. Adam poszedł za mną, Przemek w inną stronę.
- I jak tam z Kamilem? - zapytał.
- Spoko, odprowadził mnie do domu i na tym się skończyło. Miał się odezwać, ale pewnie jeszcze śpi - spojrzałam na Adama.
- No tak. Wiesz, to naprawdę fajny chłopak, znam go już tyle lat - zaczął mówić - jak się czegoś uprze, to prędzej czy później to osiągnie. Czasami działa bardzo szybko. A ty chyba się mu spodobałaś.
- To chyba dobrze - zaśmiałam się.
- Mówię poważnie - Adam lekko się uśmiechnął.
Szybko zrobiłam zakupy, płacąc za zakupy przy kasie. Pożegnałam się z chłopakami i ruszyłam w stronę domu.
Przez resztę dnia byłam w domu sama. Tata w pracy, mama u babci, a młodsza siostra na wakacjach u kuzynki.
Siedziałam przed telewizorem do godziny 16. Wtedy zadzwoniłam do Wiki, żeby przyszła. Musiałyśmy obgadać wczorajsze ognisko!
Przyjaciółka zjawiła się u mnie 30 minut później.
- O Boże, wczoraj było cudownie! - krzyknęła na wstępie.
- Wiki, opowiadaj co ty wczoraj wyprawiałaś! - zaśmiałam się
- No cóż, jak poszliśmy do tego sklepu, to szłam obok takiego Tomka. Jakoś się zgadaliśmy, że mamy wspólnych znajomych. Później tak jakoś poszło - zaczęła opowiadać.
Wyszłyśmy na taras i usiadłyśmy na ławce, aby spokojnie porozmawiać.
- A ty kochanie, jak tam z Kamilem? - zapytała Wiki
- Sama nie wiem co o tym myśleć - westchnęłam - wczoraj było całkiem fajnie, na koniec prawie się pocałowaliśmy. Ale dziś się nawet nie odezwał, a obiecał, że to zrobi.
- No to faktycznie dziwna sytuacja - stwierdziła.
Siedziałyśmy na tarasie i plotkowałyśmy. Opowiadałyśmy sobie różne sytuacje z wczorajszego dnia, w tym tą z Michałem. Spędziłyśmy czas aż do 21, a wtedy Wiktoria poszła do domu.
Gdy zostałam sama w domu, poszłam zrobić sobie kolację i zaczęłam oglądać telewizje. Chwilę później wróciła moja mama. Posiedziałyśmy ze sobą przez chwilę. Następnie poszłam pod prysznic i prosto do łóżka. Było mi trochę przykro, że dziś Kamil się nie odezwał. Ale po nocy przychodzi dzień, wszystko przed nami.
- Dzień dobry! - powitała mnie wchodząc do pokoju - Jak było?
- Cudownie, dawno się tak dobrze nie bawiłam - uśmiechnęłam się.
- Kupiłaś sobie nową bluzę? - zaśmiała się mama - Nie za duża?
- To nie moja, tylko kolegi. Pożyczył mi, było zimno - wzruszyłam ramionami uśmiechając się.
- Aha, kolegi... Rozumiem - uśmiechnęła się mama - Skarbie, idź proszę na zakupy. Listę masz na stole w kuchni, ja jadę do babci.
- Dobra, pójdę zaraz - powiedziałam do mamy.
Kiedy wyszła, ja również wstałam z łóżka. Szybko odświeżyłam się w łazience, a następnie się ubrałam. Założyłam oczywiście dresy i koszulkę - tak przecież najwygodniej! Włosy związałam w niedbałą kitkę. Zeszłam na dół. Dom był pusty i cichy, nie lubię tego. Szybko wzięłam listę zakupów i torbę, wychodząc z domu.
W drodze do sklepu przechodziłam przez park. Na jednej z ławek zauważyłam Adama i Przemka, którzy do mnie machali. Widocznie musieli mnie wcześniej zauważyć. Podeszłam do nich.
- Chłopaki, już na nogach? - uśmiechnęłam się na powitanie.
- Jesteśmy rannymi ptaszkami - zaśmiał się Przemek.
- Jak tam po ognisku, o której się skończyło? - zapytałam.
- Jakoś około 3. Jakbyś została do końca to byś wiedziała. Ale ty wolałaś pójść do domu z twoim Romeo - powiedział rozbawiony Adam.
- Bardzo śmieszne - pokręciłam głową z uśmiechem na twarzy - Dobra chłopaki, lecę za zakupy.
- Czeekaj, idziemy z tobą - powiedział Przemek.
- No dobra, więc chodźcie - stwierdziłam.
Idąc, dużo rozmawialiśmy o wczorajszym ognisku. Chłopaki potrafili obgadać każdą dziewczynę, każdą parę... Czułam się jakbym szła z dwoma dziewczynami! W końcu doszliśmy do sklepu.
Wzięłam koszyk i zaczęłam pakować do niego potrzebne produkty. Adam poszedł za mną, Przemek w inną stronę.
- I jak tam z Kamilem? - zapytał.
- Spoko, odprowadził mnie do domu i na tym się skończyło. Miał się odezwać, ale pewnie jeszcze śpi - spojrzałam na Adama.
- No tak. Wiesz, to naprawdę fajny chłopak, znam go już tyle lat - zaczął mówić - jak się czegoś uprze, to prędzej czy później to osiągnie. Czasami działa bardzo szybko. A ty chyba się mu spodobałaś.
- To chyba dobrze - zaśmiałam się.
- Mówię poważnie - Adam lekko się uśmiechnął.
Szybko zrobiłam zakupy, płacąc za zakupy przy kasie. Pożegnałam się z chłopakami i ruszyłam w stronę domu.
Przez resztę dnia byłam w domu sama. Tata w pracy, mama u babci, a młodsza siostra na wakacjach u kuzynki.
Siedziałam przed telewizorem do godziny 16. Wtedy zadzwoniłam do Wiki, żeby przyszła. Musiałyśmy obgadać wczorajsze ognisko!
Przyjaciółka zjawiła się u mnie 30 minut później.
- O Boże, wczoraj było cudownie! - krzyknęła na wstępie.
- Wiki, opowiadaj co ty wczoraj wyprawiałaś! - zaśmiałam się
- No cóż, jak poszliśmy do tego sklepu, to szłam obok takiego Tomka. Jakoś się zgadaliśmy, że mamy wspólnych znajomych. Później tak jakoś poszło - zaczęła opowiadać.
Wyszłyśmy na taras i usiadłyśmy na ławce, aby spokojnie porozmawiać.
- A ty kochanie, jak tam z Kamilem? - zapytała Wiki
- Sama nie wiem co o tym myśleć - westchnęłam - wczoraj było całkiem fajnie, na koniec prawie się pocałowaliśmy. Ale dziś się nawet nie odezwał, a obiecał, że to zrobi.
- No to faktycznie dziwna sytuacja - stwierdziła.
Siedziałyśmy na tarasie i plotkowałyśmy. Opowiadałyśmy sobie różne sytuacje z wczorajszego dnia, w tym tą z Michałem. Spędziłyśmy czas aż do 21, a wtedy Wiktoria poszła do domu.
Gdy zostałam sama w domu, poszłam zrobić sobie kolację i zaczęłam oglądać telewizje. Chwilę później wróciła moja mama. Posiedziałyśmy ze sobą przez chwilę. Następnie poszłam pod prysznic i prosto do łóżka. Było mi trochę przykro, że dziś Kamil się nie odezwał. Ale po nocy przychodzi dzień, wszystko przed nami.
niedziela, 4 sierpnia 2013
Rozdział czwarty
Siedzieliśmy w siebie wtuleni, aż usłyszałam wracających się znajomych. Momentalnie odsunęłam się od Kamila, nerwowo się poprawiając. Wreszcie wszyscy pojawili się przy ognisku.
- Co tak długo? - zapytałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Nie mogliśmy się zdecydować - powiedział radosny Adam i podał mi piwo - Masz maleńka, pij i rośnij.
- Mi to raczej nie jest wskazane, ale dzięki - zaśmiałam się.
Wszyscy usiedli na ławkach z piwami w rękach, świetnie się bawiąc. Na jednej z ławek zauważyłam moją Wiktorię. Obściskiwała się z jakimś chłopakiem. Patrzyłam na nią, a gdy nasze spojrzenia się spotkały zaczęłam się śmiać i pokazałam uniesiony w górę kciuk. Cieszyłam się, że moja przyjaciółka dobrze się bawi, ale sama miałam swoje zmartwienia. Michał, Kamil... Tego było za dużo. Ten pierwszy konkretnie mnie zranił, próbował to naprawić, ale ja już nie chciałam go znać. Tego drugiego miałam zaraz obok siebie, ale nie rozmawialiśmy. Atmosfera była dziwna. Kamil popijał piwo, już któreś z kolei. W końcu wstał i odszedł na kilka metrów, w kierunku morza. Rozmawiał z kimś przez telefon kilka minut, następnie wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego z nich. Stwierdziłam, że wykorzystam sytuacje i z nim pogadam. W końcu tam, na osobności było łatwiej to zrobić, niż wśród tych wszystkich osób. Wstałam z miejsca i po chwili szłam w kierunku Kamila.
- Nie wiedziałam, że palisz - stanęłam obok niego.
- Mogę, jestem pełnoletni - spojrzał na mnie.
- No tak... - westchnęłam.
- Czego nie można powiedzieć o tobie, co to robi w twoich dłoniach? - wskazał na puszkę, którą trzymałam i się zaśmiał - lepiej mi to oddaj.
- To tylko piwo! - powiedziałam i uniosłam brwi - Piłam już mocniejsze napoje.
- No proszę - uśmiechnął się - Kto by pomyślał.
- Kamil... dzięki za to przedtem, naprawdę. Za to, że mnie obroniłeś i pomogłeś pozbyć się tego idioty, przynajmniej na teraz - spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- Daj spokój, nie ma sprawy. Jakby kiedyś znowu się narzucał daj znać - oznajmił Kamil wciąż paląc papierosa - A tak w ogólne, kto to dla Ciebie?
- Długa historia - westchnęłam - Ale może kiedyś ją opowiem.
Kamil zgasił papierosa i wyrzucił do obok siebie.
- Dobra, chodźmy - powiedział i uśmiechnął się.
- Wiesz co, ja się już będę zbierać do domu, jest zimno i w ogóle to chyba już późno - wzruszyłam ramionami.
- Odprowadzić cię? - Kamil stanął przede mną z rękami w kieszeniach i słodko się uśmiechnął.
Uśmiech na mych ustach pojawił się momentalnie.
- Skoro tak nalegasz - zaśmiałam się i klepnęłam go w plecy.
Podeszliśmy do siedzących znajomych i się z nimi pożegnaliśmy. Udałam się również do Wiki i przerywając jej dobrą zabawę, powiedziałam, że do domu odprowadzi mnie Kamil. Jakiż był uśmiech na jej twarzy gdy usłyszała to imię!
Wyszliśmy z Kamilem z plaży. Szliśmy całkiem pustą, ale jednak oświetloną ulicą.
- Zimno ci? - zapytał.
- Tylko trochę - uśmiechnęłam się.
- Nie wiem co ci zaproponować, pożyczenie bluzy, czy pożyczenie ciepła mojego ciała - zaśmiał się.
- Lepiej będzie, jeśli sam zdecydujesz - wzruszyłam ramionami.
Kamil zdjął bluzę. Wzięłam ją i podziękowałam.Miałam jednak nadzieję na inny wybór. Wtedy przybliżył się i objął mnie mocno.
- Oh, idealnie - stwierdziłam.
Byłam wtedy jedną z szczęśliwszych osób na świecie, jeśli nie najszczęśliwszą, W jego ramionach, w jego obecności czułam się idealnie.
- Daleko mieszkasz? - zapytał.
- Nie, następny zakręt w lewo, prosto i już - spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
- Szkoda - zaśmiał się.
Podczas drogi rozmawialiśmy. Kamil opowiadał mi o sobie, co robi na co dzień. Dowiedziałam się, że gra w piłkę nożną od dziecka, że lubi rap, ma siostrę młodszą o 2 lata i wiele innych rzeczy. Gadaliśmy i gadaliśmy, aż w końcu znaleźliśmy się pod moim domem i się zatrzymałam. Kamil mnie puścił, ale wciąż staliśmy bardzo blisko siebie.
- No dobrze...- powiedział i się uśmiechnął.
Kamil zbliżył się do mnie tak, że nosem dotykał mojego policzka. Nogi miałam całe z gumy. Byłam pewna, że się pocałujemy, gdy nagle zadzwonił mu telefon. Odsunął się ode mnie. Wyjął telefon z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz.
- Sorry, muszę - spojrzał na mnie.
- Spoko - westchnęłam.
Rozmawiał przez telefon przez chwilę, ale był ewidentnie zaniepokojony. Z powrotem podszedł do mnie.
- Przepraszam, pilna sprawa, muszę lecieć - powiedział - odezwę się jutro.
Objął mnie i pocałował w policzek.
- Okej, nie ma sprawy - uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego - Cześć.
- Narazie - puścił mi oczko, odwrócił się i odszedł.
A ja mimo wszystko szczęśliwa wróciłam do domu.
- Co tak długo? - zapytałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Nie mogliśmy się zdecydować - powiedział radosny Adam i podał mi piwo - Masz maleńka, pij i rośnij.
- Mi to raczej nie jest wskazane, ale dzięki - zaśmiałam się.
Wszyscy usiedli na ławkach z piwami w rękach, świetnie się bawiąc. Na jednej z ławek zauważyłam moją Wiktorię. Obściskiwała się z jakimś chłopakiem. Patrzyłam na nią, a gdy nasze spojrzenia się spotkały zaczęłam się śmiać i pokazałam uniesiony w górę kciuk. Cieszyłam się, że moja przyjaciółka dobrze się bawi, ale sama miałam swoje zmartwienia. Michał, Kamil... Tego było za dużo. Ten pierwszy konkretnie mnie zranił, próbował to naprawić, ale ja już nie chciałam go znać. Tego drugiego miałam zaraz obok siebie, ale nie rozmawialiśmy. Atmosfera była dziwna. Kamil popijał piwo, już któreś z kolei. W końcu wstał i odszedł na kilka metrów, w kierunku morza. Rozmawiał z kimś przez telefon kilka minut, następnie wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego z nich. Stwierdziłam, że wykorzystam sytuacje i z nim pogadam. W końcu tam, na osobności było łatwiej to zrobić, niż wśród tych wszystkich osób. Wstałam z miejsca i po chwili szłam w kierunku Kamila.
- Nie wiedziałam, że palisz - stanęłam obok niego.
- Mogę, jestem pełnoletni - spojrzał na mnie.
- No tak... - westchnęłam.
- Czego nie można powiedzieć o tobie, co to robi w twoich dłoniach? - wskazał na puszkę, którą trzymałam i się zaśmiał - lepiej mi to oddaj.
- To tylko piwo! - powiedziałam i uniosłam brwi - Piłam już mocniejsze napoje.
- No proszę - uśmiechnął się - Kto by pomyślał.
- Kamil... dzięki za to przedtem, naprawdę. Za to, że mnie obroniłeś i pomogłeś pozbyć się tego idioty, przynajmniej na teraz - spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- Daj spokój, nie ma sprawy. Jakby kiedyś znowu się narzucał daj znać - oznajmił Kamil wciąż paląc papierosa - A tak w ogólne, kto to dla Ciebie?
- Długa historia - westchnęłam - Ale może kiedyś ją opowiem.
Kamil zgasił papierosa i wyrzucił do obok siebie.
- Dobra, chodźmy - powiedział i uśmiechnął się.
- Wiesz co, ja się już będę zbierać do domu, jest zimno i w ogóle to chyba już późno - wzruszyłam ramionami.
- Odprowadzić cię? - Kamil stanął przede mną z rękami w kieszeniach i słodko się uśmiechnął.
Uśmiech na mych ustach pojawił się momentalnie.
- Skoro tak nalegasz - zaśmiałam się i klepnęłam go w plecy.
Podeszliśmy do siedzących znajomych i się z nimi pożegnaliśmy. Udałam się również do Wiki i przerywając jej dobrą zabawę, powiedziałam, że do domu odprowadzi mnie Kamil. Jakiż był uśmiech na jej twarzy gdy usłyszała to imię!
Wyszliśmy z Kamilem z plaży. Szliśmy całkiem pustą, ale jednak oświetloną ulicą.
- Zimno ci? - zapytał.
- Tylko trochę - uśmiechnęłam się.
- Nie wiem co ci zaproponować, pożyczenie bluzy, czy pożyczenie ciepła mojego ciała - zaśmiał się.
- Lepiej będzie, jeśli sam zdecydujesz - wzruszyłam ramionami.
Kamil zdjął bluzę. Wzięłam ją i podziękowałam.Miałam jednak nadzieję na inny wybór. Wtedy przybliżył się i objął mnie mocno.
- Oh, idealnie - stwierdziłam.
Byłam wtedy jedną z szczęśliwszych osób na świecie, jeśli nie najszczęśliwszą, W jego ramionach, w jego obecności czułam się idealnie.
- Daleko mieszkasz? - zapytał.
- Nie, następny zakręt w lewo, prosto i już - spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
- Szkoda - zaśmiał się.
Podczas drogi rozmawialiśmy. Kamil opowiadał mi o sobie, co robi na co dzień. Dowiedziałam się, że gra w piłkę nożną od dziecka, że lubi rap, ma siostrę młodszą o 2 lata i wiele innych rzeczy. Gadaliśmy i gadaliśmy, aż w końcu znaleźliśmy się pod moim domem i się zatrzymałam. Kamil mnie puścił, ale wciąż staliśmy bardzo blisko siebie.
- No dobrze...- powiedział i się uśmiechnął.
Kamil zbliżył się do mnie tak, że nosem dotykał mojego policzka. Nogi miałam całe z gumy. Byłam pewna, że się pocałujemy, gdy nagle zadzwonił mu telefon. Odsunął się ode mnie. Wyjął telefon z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz.
- Sorry, muszę - spojrzał na mnie.
- Spoko - westchnęłam.
Rozmawiał przez telefon przez chwilę, ale był ewidentnie zaniepokojony. Z powrotem podszedł do mnie.
- Przepraszam, pilna sprawa, muszę lecieć - powiedział - odezwę się jutro.
Objął mnie i pocałował w policzek.
- Okej, nie ma sprawy - uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego - Cześć.
- Narazie - puścił mi oczko, odwrócił się i odszedł.
A ja mimo wszystko szczęśliwa wróciłam do domu.
sobota, 3 sierpnia 2013
Rozdział trzeci
Podczas przygotowywania się do wyjścia przejrzałam całą zawartość mojej szafy. W końcu dziś musiałam wyglądać dobrze! Ostatecznie wybrałam jasne jeansowe rurki, bluzkę w biało-granatowe paski i białe conversy. W końcu nie mogłam wyskoczyć nagle w szpilkach! Wyglądałam naprawdę fajnie. Gdy byłyśmy z Wiki ostatecznie gotowe wyszłyśmy z domu kierując się w stronę plaży, gdzie miało odbyć się ognisko. Po kilkunastu minutach dotarłyśmy na miejsce. Na plaży było ogromne palenisko, wokoło którego były ułożone ławki. Chłopaki świetnie to przygotowali! Na miejscu było około 10 osób. Od razu poszłyśmy przywitać się z naszymi kolegami.
- No, panowie świetna robota - uśmiechnęłam się do Adama i Przemka.
- Wiadome, w końcu to nasza zasługa - powiedział dumny z siebie Przemek.
- A gdzie zgubiliście trzeciego, Kamila? - zapytała Wiktoria.
- Mały poślizg, będzie ale się spóźni - poinformował nas Adam - a teraz chodźmy, musimy się czegoś napić!
Ludzi zaczęło przybywać. Usiedliśmy w czwórkę na jednej z ławek. Przemek przyniósł każdemu z nas piwo. Oczywiście mi to "smakowe" - nie akceptowałam tego oryginalnego, okropnie gorzkie! Wszyscy ze sobą rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Nawet dołączyło do nas kilka osób, bardzo fajni ludzie. Minęła godzina, dwie, a Kamila wciąż nie było. Byłam nieco zawiedziona. Mimo, że bawiłam się świetnie, inaczej wyobrażałam sobie ten wieczór. Nagle poczułam, że mój telefon wibruje. Na wyświetlaczu zobaczyłam napis "Mama". Wstałam i odeszłam od grupy na kilka metrów. Odebrałam telefon i rozmawiałam z mamą cofając się tyłem, aby dobrze ją słyszeć. Wtedy na kogoś wpadłam. Odwróciłam się i... mój Boże, to był on! Stanęłam zaskoczona patrząc na niego, nie słuchając co mówi moja mama.
- Dobrze mamo, nie martw się, zadzwonię później - powiedziałam do słuchawki i szybko się rozłączyłam, chowając telefon do kieszeni.
- Cześć - powiedział Kamil.
- No hej, sorry, że na ciebie wpadłam - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Spoko, nie ma sprawy - stwierdził z uśmiechem - Na pierwszy rzut oka cię nie poznałem. Ładnie wyglądasz.
- Dzięki. To jak, idziemy do reszty? Czekają na ciebie, w końcu jesteś jednym z organizatorów - zaśmiałam się i wskazałam dłonią w kierunku ogniska.
- Jasne, chodźmy - powiedział Kamil.
Dołączyliśmy do grupy, w której siedziałam przed kilkoma minutami. Zauważyłam, że Kamil zabrał na bok Adama i Przemka. Rozmawiali o czymś poważnym, żaden z nich się nie uśmiechał, byli mocno skupieni. Na koniec Adam pocieszająco klepnął Kamila w ramię. Zastanawiałam się o co chodzi.
Po chwili wrócili do nas. Przez następne godziny bawiliśmy się świetnie, nikt się nie nudził.
- Cholera, piwo się skończyło - krzyknął rozbawiony Adam - kto idzie ze mną do monopolowego?
Zgłosiło się kilkanaście osób, w tym Przemek i oczywiście Wiktoria. Gdy poszli zostało nas może 15. Przez chwilę siedziałam sama, ale zaraz dołączył do mnie Kamil.
- Czemu nie poszedłeś? - zapytałam.
- A co, nie chcesz mnie tu? - zaśmiał się.
- Czy ja coś takiego powiedziałam? Nie wymyślaj - stwierdziłam rozbawiona.
Siedzieliśmy razem i świetnie nam się rozmawiało. Nagle zobaczyłam w oddali, że ktoś idzie w moim kierunku. Nie mogłam uwierzyć, był to Michał.
- O nie, proszę cię, obejmij mnie, musisz udawać mojego chłopaka - powiedziałam przez zaciśnięte zęby do Kamila - później Ci wytłumaczę.
Kamil lekko zdezorientowany przysunął się do mnie i siedzieliśmy przytuleni. Podszedł do nas Michał.
- Mogę do cholery wiedzieć co ty tu robisz? - powiedziałam podniesionym tonem.
Michał przykucnął obok mnie.
- Chcę z tobą pogadać - spojrzał na Kamila, a następnie skupił wzrok na mnie.
- Ale my nie mamy o czym gadać - do oczu napłynęły mi łzy - wiesz, że dla mnie nie istniejesz.
- Olka, proszę, pogadajmy - próbował mnie ubłagać.
- Chyba powiedziała, że nie chce. Myślę, że dwa razy powtarzać nie musi, żebyś zrozumiał. Wynoś się stąd - stanął w mojej obronie Kamil.
- Prosił cię ktoś o zdanie? - Michał wstał oburzony.
- A ciebie ktoś prosił o przyjście tutaj? Nie sądzę, że byłeś zaproszony - Kamil mnie puścił i również wstał.
Obaj stanęli blisko siebie, jakby mieli się zaraz nawzajem pozabijać.
- Wypad stąd - powiedział wkurzony Kamil i pchnął Michała tak, że ten zachwiał się na nogach.
Chyba zrozumiał, że przebywanie tutaj wiąże się z problemami, ponieważ zdecydował się wycofać.
- Ola, proszę przemyśl to - powiedział cofając się.
Za chwilę całkowicie zniknął z pola widzenia. Kamil usiadł obok mnie i mnie objął.
- Wszystko ok? - zapytał patrząc w dal.
- Tak, kiedyś Ci może opowiem o tym wszystkim - westchnęłam - ale już możesz mnie puścić, nie musimy już udawać.
- Wiem - powiedział i przytulił mnie to siebie mocniej.
- No, panowie świetna robota - uśmiechnęłam się do Adama i Przemka.
- Wiadome, w końcu to nasza zasługa - powiedział dumny z siebie Przemek.
- A gdzie zgubiliście trzeciego, Kamila? - zapytała Wiktoria.
- Mały poślizg, będzie ale się spóźni - poinformował nas Adam - a teraz chodźmy, musimy się czegoś napić!
Ludzi zaczęło przybywać. Usiedliśmy w czwórkę na jednej z ławek. Przemek przyniósł każdemu z nas piwo. Oczywiście mi to "smakowe" - nie akceptowałam tego oryginalnego, okropnie gorzkie! Wszyscy ze sobą rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Nawet dołączyło do nas kilka osób, bardzo fajni ludzie. Minęła godzina, dwie, a Kamila wciąż nie było. Byłam nieco zawiedziona. Mimo, że bawiłam się świetnie, inaczej wyobrażałam sobie ten wieczór. Nagle poczułam, że mój telefon wibruje. Na wyświetlaczu zobaczyłam napis "Mama". Wstałam i odeszłam od grupy na kilka metrów. Odebrałam telefon i rozmawiałam z mamą cofając się tyłem, aby dobrze ją słyszeć. Wtedy na kogoś wpadłam. Odwróciłam się i... mój Boże, to był on! Stanęłam zaskoczona patrząc na niego, nie słuchając co mówi moja mama.
- Dobrze mamo, nie martw się, zadzwonię później - powiedziałam do słuchawki i szybko się rozłączyłam, chowając telefon do kieszeni.
- Cześć - powiedział Kamil.
- No hej, sorry, że na ciebie wpadłam - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Spoko, nie ma sprawy - stwierdził z uśmiechem - Na pierwszy rzut oka cię nie poznałem. Ładnie wyglądasz.
- Dzięki. To jak, idziemy do reszty? Czekają na ciebie, w końcu jesteś jednym z organizatorów - zaśmiałam się i wskazałam dłonią w kierunku ogniska.
- Jasne, chodźmy - powiedział Kamil.
Dołączyliśmy do grupy, w której siedziałam przed kilkoma minutami. Zauważyłam, że Kamil zabrał na bok Adama i Przemka. Rozmawiali o czymś poważnym, żaden z nich się nie uśmiechał, byli mocno skupieni. Na koniec Adam pocieszająco klepnął Kamila w ramię. Zastanawiałam się o co chodzi.
Po chwili wrócili do nas. Przez następne godziny bawiliśmy się świetnie, nikt się nie nudził.
- Cholera, piwo się skończyło - krzyknął rozbawiony Adam - kto idzie ze mną do monopolowego?
Zgłosiło się kilkanaście osób, w tym Przemek i oczywiście Wiktoria. Gdy poszli zostało nas może 15. Przez chwilę siedziałam sama, ale zaraz dołączył do mnie Kamil.
- Czemu nie poszedłeś? - zapytałam.
- A co, nie chcesz mnie tu? - zaśmiał się.
- Czy ja coś takiego powiedziałam? Nie wymyślaj - stwierdziłam rozbawiona.
Siedzieliśmy razem i świetnie nam się rozmawiało. Nagle zobaczyłam w oddali, że ktoś idzie w moim kierunku. Nie mogłam uwierzyć, był to Michał.
- O nie, proszę cię, obejmij mnie, musisz udawać mojego chłopaka - powiedziałam przez zaciśnięte zęby do Kamila - później Ci wytłumaczę.
Kamil lekko zdezorientowany przysunął się do mnie i siedzieliśmy przytuleni. Podszedł do nas Michał.
- Mogę do cholery wiedzieć co ty tu robisz? - powiedziałam podniesionym tonem.
Michał przykucnął obok mnie.
- Chcę z tobą pogadać - spojrzał na Kamila, a następnie skupił wzrok na mnie.
- Ale my nie mamy o czym gadać - do oczu napłynęły mi łzy - wiesz, że dla mnie nie istniejesz.
- Olka, proszę, pogadajmy - próbował mnie ubłagać.
- Chyba powiedziała, że nie chce. Myślę, że dwa razy powtarzać nie musi, żebyś zrozumiał. Wynoś się stąd - stanął w mojej obronie Kamil.
- Prosił cię ktoś o zdanie? - Michał wstał oburzony.
- A ciebie ktoś prosił o przyjście tutaj? Nie sądzę, że byłeś zaproszony - Kamil mnie puścił i również wstał.
Obaj stanęli blisko siebie, jakby mieli się zaraz nawzajem pozabijać.
- Wypad stąd - powiedział wkurzony Kamil i pchnął Michała tak, że ten zachwiał się na nogach.
Chyba zrozumiał, że przebywanie tutaj wiąże się z problemami, ponieważ zdecydował się wycofać.
- Ola, proszę przemyśl to - powiedział cofając się.
Za chwilę całkowicie zniknął z pola widzenia. Kamil usiadł obok mnie i mnie objął.
- Wszystko ok? - zapytał patrząc w dal.
- Tak, kiedyś Ci może opowiem o tym wszystkim - westchnęłam - ale już możesz mnie puścić, nie musimy już udawać.
- Wiem - powiedział i przytulił mnie to siebie mocniej.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Rozdział drugi
Spotkałam się z Wiktorią w parku. Od razu zauważyła, że jestem nieco przybita. Nic dziwnego, miałam konkretny powód aby tak się czuć.
- Kochana, nie możesz tak się zadręczać - próbowała pocieszać mnie przyjaciółka.
- Wiem, Michał zachował się jak dupek - westchnęłam - ale musisz zrozumieć, że nie zapomnę o nim tak po prostu, z dnia na dzień.
- Oczywiście - uśmiechnęła się - ale przynajmniej wiesz, jaki on naprawdę jest. Poza tym, jestem pewna, że Michał zapamięta tę noc na długo.
- Co masz na myśli, Wiki? - uniosłam pytająco brwi.
- Wiesz, wczoraj byłam pod wpływem emocji i powiedziałam kilku kumplom, że jeden chłopak robi problem. Pouczyli go jak nie należy się zachowywać - Wiktoria się zaśmiała.
- Żartujesz? - poszłam w ślady przyjaciółki i również zaczęłam się śmiać - Nieźle. Jesteś naprawdę szalona!
- No dobrze, a teraz idziemy do skateparku, są tam moi koledzy. Wiesz, ci, których znałam z poprzedniego miejsca zamieszkania - zaczęła tłumaczyć.
- Jestem za! Muszę się jakoś rozerwać - uśmiechnęłam się.
Ruszyłyśmy w drogę. Po drodze odwiedziłyśmy sklep aby kupić coś do picia. Po kilkunastu minutach byłyśmy już w skateparku. Na jednej z ławek siedziało czterech chłopaków.
- Oh, to oni! - krzyknęła podekscytowana Wiki.
Podeszłyśmy do chłopaków. Na początku czułam się nieco niezręcznie. W końcu ich nie znałam.
- Panowie, to moja przyjaciółka Olka - przedstawiła mnie Wiktoria.
- Hej, miło was poznać - uśmiechnęłam się.
- To jest Adam, następny to Przemek i ostatni Kamil - zaczęła wymieniać Wiki.
- Dziewczyny, robimy dziś wieczorem ognisko, może wpadniecie? - zapytał Adam.
- Taaak! - krzyknęła z entuzjazmem przyjaciółka - będzie świetnie!
- Jasne, na pewno przyjdziemy - powiedziałam z uśmiechem i usiadłam na ławce obok chłopaków.
Okazali się oni naprawdę fajni. Adam z Przemkiem byli bardzo radośni, śmiali się. Natomiast Kamil miał do nas pewny dystans, co mnie bardzo zaintrygowało. Na pierwszy rzut oka był bardzo niedostępny, skryty w sobie, jakby zamyślony. Miałam straszną ochotę go poznać. Żyłam z nadzieją, że będę miała okazję na zbliżającym się ognisku.
Siedziałyśmy w parku do 17, po czym pożegnałyśmy się z chłopakami. W końcu musiałyśmy się przygotować na ognisko!
- Wiki, co sądzisz o tym Kamilu?- zapytałam.
- No wiesz, jest naprawdę spoko kumplem. Zawsze jest zwariowany, nie wiem co mu się dziś stało - wzruszyła ramionami.
- Więc dziś postanawiam, że na ognisku znowu będzie zwariowany, z moją pomocą - zaśmiałam się.
- O nie! Spodobał ci się? - zapytała zdziwiona ale i wyraźnie rozbawiona Wiktoria.
- Nic takiego nie powiedziałam, po prostu mnie zaintrygował - powiedziałam spokojnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Więc musisz dziś wyjątkowo wyglądać! Misja do spełnienia - powiedziała radośnie przyjaciółka.
Ruszyłyśmy podekscytowane w stronę mojego domu. Miałam ogromną nadzieję, że to będzie cudowny wieczór, w końcu wyznaczyłam sobie konkretne zadanie...
- Panowie, to moja przyjaciółka Olka - przedstawiła mnie Wiktoria.
- Hej, miło was poznać - uśmiechnęłam się.
- To jest Adam, następny to Przemek i ostatni Kamil - zaczęła wymieniać Wiki.
- Dziewczyny, robimy dziś wieczorem ognisko, może wpadniecie? - zapytał Adam.
- Taaak! - krzyknęła z entuzjazmem przyjaciółka - będzie świetnie!
- Jasne, na pewno przyjdziemy - powiedziałam z uśmiechem i usiadłam na ławce obok chłopaków.
Okazali się oni naprawdę fajni. Adam z Przemkiem byli bardzo radośni, śmiali się. Natomiast Kamil miał do nas pewny dystans, co mnie bardzo zaintrygowało. Na pierwszy rzut oka był bardzo niedostępny, skryty w sobie, jakby zamyślony. Miałam straszną ochotę go poznać. Żyłam z nadzieją, że będę miała okazję na zbliżającym się ognisku.
Siedziałyśmy w parku do 17, po czym pożegnałyśmy się z chłopakami. W końcu musiałyśmy się przygotować na ognisko!
- Wiki, co sądzisz o tym Kamilu?- zapytałam.
- No wiesz, jest naprawdę spoko kumplem. Zawsze jest zwariowany, nie wiem co mu się dziś stało - wzruszyła ramionami.
- Więc dziś postanawiam, że na ognisku znowu będzie zwariowany, z moją pomocą - zaśmiałam się.
- O nie! Spodobał ci się? - zapytała zdziwiona ale i wyraźnie rozbawiona Wiktoria.
- Nic takiego nie powiedziałam, po prostu mnie zaintrygował - powiedziałam spokojnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Więc musisz dziś wyjątkowo wyglądać! Misja do spełnienia - powiedziała radośnie przyjaciółka.
Ruszyłyśmy podekscytowane w stronę mojego domu. Miałam ogromną nadzieję, że to będzie cudowny wieczór, w końcu wyznaczyłam sobie konkretne zadanie...
wtorek, 30 lipca 2013
Rozdział pierwszy
W niedzielny poranek kilka minut po godzinie 9. obudził mnie telefon. Był to nikt inny jak moja przyjaciółka, Wiktoria. Od razu po odebraniu połączenia usłyszałam pytanie "jak się czujesz?". Dobre pytanie. Czułam się fatalnie, ponieważ zostałam zraniona przez jedną z bliższych mi osób... Może zacznę od początku. Mam na imię Ola, żyję na tym świecie już 17 lat, a w moim życiu nie brakuje mi niczego. Mam wspaniałych rodziców, którzy dbają o mnie jak tylko mogą, wspaniałych przyjaciół, w tym najlepszą - Wiki. Do wczorajszego wieczora miałam również chłopaka, Michała, który tylko wydawał się niesamowity. Traktuję go jako nic nieznaczącą osobę, po tym co się stało na wczorajszej feralnej imprezie urodzinowej koleżanki z klasy. Miało być cudownie, lecz już na starcie wyczułam napięcie między mną a Michałem. Od początku zaczepiał każdą dziewczynę, która tylko znalazła się w pobliżu, a mnie traktował jak powietrze. Apogeum naszego małego konfliktu nastąpiło, gdy zobaczyłam go w łazience podczas całowania się z dziewczyną z mojej klasy. Co za koszmar! Byłam tak zszokowana, że wybiegając na zewnątrz wpadłam na pewnego chłopaka. Usiadłam na ławce, przykryłam twarz dłońmi i zaczęłam płakać. Chwilę później obok mnie usiadł Michał.
- Chyba musimy pogadać - powiedział cicho.
- Żartujesz sobie?! Całujesz się z inną panienką, a teraz przychodzisz i mówisz, że musimy pogadać? Chyba sam się nie słyszysz. Co chcesz osiągnąć przychodząc tutaj? Myślisz, że przyjdziesz, przeprosisz, a ja rzucę się w twoje ramiona?! - zaczęłam krzyczeć zdruzgotana.
- Prawdę mówiąc chcę cię przeprosić tylko za to, że dowiedziałaś się w taki sposób - mówił patrząc w dal.
- Dowiedziałam się o czym? - zapytałam.
- Olka, serio?Niczego się nie domyśliłaś? Całowałem się z Kaśką bo jesteśmy ze sobą, a nie chcemy już tego ukrywać - wzruszył ramionami.
- Co proszę? Więc po cholerę ciągniesz nasz związek? Jesteśmy blisko siebie prawie 2 miesiące, a ty tak się zachowujesz - powiedziałam kręcąc głową z niedowierzania.
- Ola... Jesteś naprawdę ładną i fajną dziewczyną, jednak nie w moim stylu. To wszystko między nami było dlatego, bo to był zakład, między mną a kumplami - powiedział Michał.
Momentalnie mnie zatkało. Nie wiedziałam co powiedzieć, czy krzyczeć czy odejść, aby bardziej się nie upokorzyć. Wstałam i bez słowa wróciłam do budynku. Szybko znalazłam Wiktorię i wciąż zdruzgotana opowiedziałam jej o zaistniałej sytuacji. Była równie zaskoczona jak ja, ale zdecydowanie bardziej wkurzona. Doradziła mi, abym pojechała do domu i poszła spać. Miała rację, za dużo emocji jak na jeden wieczór. Pożegnałam się z nią i ruszyłam w stronę wyjścia, gdy nagle ktoś chwycił mnie za ramiona i zatrzymał. Odwróciłam się, był to Michał.
- Zostaw mnie w spokoju - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Chciałem cię tylko przeprosić.. Wiki, nie chciałem żeby tak to wyszło. Na początku to miała być tylko zabawa... - zaczął mówić.
- Szczerze? Mam to w dupie, tak jak i ciebie. Dla mnie już nie istniejesz - powiedzialam z ironicznym uśmiechem na twarzy. - Tak tylko na pożegnanie, mam coś dla ciebie.
Z całej siły uderzyłam Michała w twarz. Wszyscy wokół patrzyli się na nas. Byłam z siebie strasznie dumna, tym razem ja upokorzyłam jego. Szybko wyszłam, wsiadając w taksówkę. Gdy dojechałam do domu, położyłam się, aby poukładać sobie to wszystko w głowie, ale po prostu nagle zasnęłam. W taki sposób dobrnęłam do tego momentu, do niedzielnego poranka. Po krótkiej rozmowie z Wiktorią umówiłam się z nią na spotkanie. Trzeba było przedyskutować tą sytuację na chłodno. Musiałam zebrać się z łóżka i nie dać nic po sobie poznać rodzicom. Wzięłam prysznic, a następnie zeszłam na parter. Ten niedzielny poranek był taki, jak każdy inny. Zjedliśmy śniadanie, zaliczyliśmy kościół, a później spędziliśmy trochę czasu razem, aż zorientowałam się, że już godzina 14. Wyszłam podekscytowana na spotkanie z przyjaciółką, ponieważ dziś mogło być ciekawiej niż zwykle...
Subskrybuj:
Posty (Atom)